Monday, June 11, 2007

Megadeth - United Abominations (2007)

Megadeth jakoś ostatnimi laty spadło do drugiej, albo nawet i trzeciej ligi. Możliwe, że zaważyły na tym problemy zdrowotne Dave'a Mustaine'a i niezdecydowanie co do tego, czy zespół ma dalej działać, czy nie. Po różnych zawirowaniach wygląda jednak na to, że Megadeth nabiera wiatru w skrzydła jeśli chodzi o sprawy organizacyjne. Muzycznie niestety stoi w miejscu. Oczywiście nic nie trwa wiecznie, ludzie się starzeją, kolejni muzycy dopełniający skład grupy przychodzą i odchodzą. Chyba przez to Megadeth straciło na ostrości i agresji. Na "United Abominations" jest dużo klasycznego grania, ale jakoś mało to oryginalne, chwilami zbyt "melodyjne", a potem znowu zbyt toporne. Mustaine chyba nie bardzo jest zdecydowany w jakim iść kierunku. Starych fanów na pewno jednak ucieszy fakt, że płyta się ukazała. Nowych niestety nie przyciągnie. Moja ocena: 3.0/5.

Thursday, June 7, 2007

Joe Lynn Turner - Second Hand Life (2007)

JLT, były wokalista Rainbow i Deep Purple, od ponad dziesięciu lat regularnie nagrywa kolejne płyty solowe (także jako członek różnych efemerycznych "supergrup" i w duecie z Glennem Hughesem - HTP). Autorskie przedsięwzięcia JLT są od paru ładnych lat bardzo do siebie podobne - AOR rock w klasycznym wydaniu. Na każdym albumie JLT wskrzesza rockowego ducha z przełomu lat 80. i 90. Jeśli przyjmiemy to do wiadomości, to możemy spokojnie słuchać "Second Hand Life". Nie ma tu bowiem nic ponadto, co już wielokrotnie słyszeliśmy. Po co więc sięgać po takie płyty? Dla wokalisty. Turner jest mocno niedoceniany, a naprawdę fajnie śpiewa. Najlepiej odnajduje się jednak chyba w bluesie i soulu. Niestety od lat klepie tylko okołorockową muzykę, co zdecydowanie mu nie służy, bo popadł w monotonię i nudę. Warto jednak zwrócić uwagę na pojedyncze momenty, w których pokazuje wokalny kunszt. I nawet jeśli faktycznie jego matowy, ciepły głos jest mało oryginalny, to przynajmniej facet potrafi wyciągnąć pare ciekawych nut. Dla wszystkich wielbicieli Purpurowej rodziny spora ciekawostka: "Stroke of Midnight", numer napisany przez Turnera wraz z Ritchie'em Blackmore'em i Rogerem Gloverem z myślą o kolejnej wspólnej płycie, na której ostatecznie zaśpiewał Gillan. Więcej nie zdradzę. Myślę, że wiele osób będzie mile zaskoczonych słuchając tego numeru. Moja ocena: 3,0/5.

Wednesday, June 6, 2007

The Who - Endless Wire (2007)

A jednak. Po ponad dwudziestu latach mamy nową studyjną płytę The Who. Wiele osób chyba straciło już na to nadzieję, a tu miła niespodzianka. Rzecz może jednak budzić kontrowersje, ponieważ grupa postawiła w dużym stopniu na akustyczne, folk-rockowe numery. Nie oznacza to jednak, że brakuje świetnych, klasycznych momentów, które od razu kojarzą się z The Who. Płyta podzielona jest trochę niefortunnie na dwie częci: pierwszą ... i drugą, która stanowi mini-rock opera muzycznie nawiązująca do klimatów z "Quadrophenii" i "Tommy'ego". Ta część jest na pewno bardziej spójna i muzycznie ciekawsza. Płyta może się jednak spotykać z oporem wielbicieli mocnego rockowego grania, z którego znane było zawsze The Who. To już jest jednak wybór każdego słuchacza. Ja jestem na "tak". Bezsprzecznie gwiazdą "Endless Wire" jest Roger Daltrey. Wiadomo, głos bardzo mu się zmienił, nie jest już taki silny i znacznie bardziej matowy. Charyzma bije jednak na wszystkie strony. Gość jest świetnym wokalistą. Znakomicie panuje nad swoimi możliwościami i - co stanowi dla mnie o powodzeniu nowej płyty The Who - pakuje do pieca, ile się tylko da. Warto posłuchać chociażby właśnie dla Daltreya. Moja ocena: 4,0/5.

Monday, June 4, 2007

John Paul Jones - "Zooma" (1999)

Kolejna odsłuchana "po latach" płyta. O "Zoomie" słyszałem już w momencie jej wydania, ale jakoś nigdy wcześniej nie udało mi się do niej dotrzeć. Mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać: niekoniecznie mainstreamowej muzyki jednego z czterech filarów Led Zeppelin. I taka właśnie jest 'Zooma". Nie jest to rzecz dla mas, ale na pewno słychać, że to dzieło muzyka ciekawego, dojrzałego artystycznie i z bogatym bagażem doświadczeń. "Zooma" przynosi doskonale dopracowaną muzykę instrumentalną, przez którą przewijają się akcenty muzyki świata, jazzu, bluesa i rocka spod znaku Zeppelinów. Nie jest to na pewno płyta, którą słucha się w tle, ale rzecz wymagajaca skupienia. Na pewno nie wraca się też do niej zbyt często. Ale to jedna z tych płyt, które nigdy się nie nudzą i za każdym razem znajduje się w nich coś nowego. Polecam. Moja ocena: 4,5/5.