Wednesday, June 6, 2007

The Who - Endless Wire (2007)

A jednak. Po ponad dwudziestu latach mamy nową studyjną płytę The Who. Wiele osób chyba straciło już na to nadzieję, a tu miła niespodzianka. Rzecz może jednak budzić kontrowersje, ponieważ grupa postawiła w dużym stopniu na akustyczne, folk-rockowe numery. Nie oznacza to jednak, że brakuje świetnych, klasycznych momentów, które od razu kojarzą się z The Who. Płyta podzielona jest trochę niefortunnie na dwie częci: pierwszą ... i drugą, która stanowi mini-rock opera muzycznie nawiązująca do klimatów z "Quadrophenii" i "Tommy'ego". Ta część jest na pewno bardziej spójna i muzycznie ciekawsza. Płyta może się jednak spotykać z oporem wielbicieli mocnego rockowego grania, z którego znane było zawsze The Who. To już jest jednak wybór każdego słuchacza. Ja jestem na "tak". Bezsprzecznie gwiazdą "Endless Wire" jest Roger Daltrey. Wiadomo, głos bardzo mu się zmienił, nie jest już taki silny i znacznie bardziej matowy. Charyzma bije jednak na wszystkie strony. Gość jest świetnym wokalistą. Znakomicie panuje nad swoimi możliwościami i - co stanowi dla mnie o powodzeniu nowej płyty The Who - pakuje do pieca, ile się tylko da. Warto posłuchać chociażby właśnie dla Daltreya. Moja ocena: 4,0/5.

No comments: